Bhutan to kraj, którego nie da się zrozumieć w biegu. Przestrzeń, kultura i rytm codzienności każą się zatrzymać – ale nie tylko po to, by podziwiać widoki. Właściwe tempo narzuca sama rzeczywistość: cicha, intymna, głęboko zakorzeniona w buddyjskiej filozofii, ale jednocześnie obecna w każdym geście, spojrzeniu i posiłku. Podczas naszej wyprawy do Bhutanu odwiedziliśmy klasztory, miasta i wsie, ale równie ważne były rozmowy, wspólne posiłki i momenty, które działy się pomiędzy punktami programu.
Bhutan przez wiele lat przyciągał uwagę świata koncepcją szczęścia narodowego brutto – oryginalną, ale dziś już przestarzałą próbą opisu bhutańskiej tożsamości. Dziś ten wskaźnik, choć wciąż cytowany, nie odzwierciedla złożoności kraju mierzącego się z nowoczesnością, migracją młodych ludzi i globalnymi wyzwaniami. Prawdziwy Bhutan odnaleźliśmy gdzie indziej: w wieczornej herbacie z masłem serwowanej przez mnichów, w modlitwach szeptanych przy młynkach, w ścieżkach prowadzących do klasztorów zawieszonych nad doliną.









